Ależ emocje! Co za dzień! Ten temat to już zupełnie „odjazd” od komputerów — gratulujemy (wszyscy jak sądzę) naszym reprezentantkom medali: złota i brązu. Nie wiem czy w sumie bardziej nie cieszą się panczenistki, przed igrzyskami w zasadzie nikt nie śnił o medalu, a tu taka niespodzianka. Naprawdę bardzo fajny dzień. Od razu człowiekowi radośniej jak nasi wygrywają:)
Off topic — synchronizacja Samsunga Omnia? Z czymkolwiek i za darmo?
Pozwolę sobie na dygresję od głównego nurtu tematycznego bloga. Być może ktoś z was miał podobny problem — przecież wiem, że mimo sympatii dla Apple używamy wszyscy różnorodnego sprzętu, również z „wrogiej” stajni.
Usiłujemy (ja i moja druga połowa) przenieść kontakty z telefonu K750i Sony na Samsunga Omnia (prawie 500 adresów). Usiłujemy to mało powiedziane. Właściwie od dwóch dni męczymy temat starając się wypracować najmniej bolesną procedurę postępowania. Jak dotąd mamy kilka częściowych sukcesów, wiele spektakularnych klap i coraz mniej pomysłów na realizację zadania. Na szczęście humory dopisują — najbardziej rozbawia nas pojawiający się co chwila na Sony komunikat z prośbą o umożliwienie komputerowi (z Vistą) łączenia się z Internetem przez komórkę. Odpowiedź odmowna Visty nie satysfakcjonuje :)
Pierwsza myśl była oczywista — wyślę wszystko hurtem z Sony poprzez Bluetooth i odbiorę na Samsungu. O naiwności! Z racji braku szczególnie rozbudowanego kontaktu z komórkami nie wiedziałem jak głupi to był pomysł. Sony wysyła, Omnia niby odbiera ale uznaje że wystąpił błąd i przy 90% przerywa zabawę. Z tego co czytałem, użytkownicy komórek wiedzą że standardy sobie, a życie sobie.
Kolejne podejście to pozytywny akcent — Sony K750i podpięty przez USB został rozpoznany przez iSync na Snow Leopardzie (po BT już nie!). Dzięki temu wszystkie adresy trafiły do systemowej książki adresowej na maku. Próbowałem wcześniej zrobić to samo przy pomocy dedykowanego oprogramowania Sony pod Vistę, ale ono wcale nie miało ochoty działać pod tym systemem.
Tym sposobem mam kopię zapasową danych więc jestem spokojniejszy i mogę dalej umartwiać się bez obaw. Udało mi się — po dwóch podejściach zakończonych „zwiechą” — wgrać oprogramowanie do synchronizowania urządzeń z Windows Mobile z Vistą (czy podobnymi). Pierwsze rezultaty były obiecujące: wpisanie kilku adresów do książki Outlooka i wywołanie synchronizacji zakończyło się powodzeniem. Wystarczy zaimportować w Outlooku wygenerowane wcześniej dane i gotowe.
Po raz kolejny wykazałem się wyjątkową naiwnością. Outlook nie importuje plików z wizytówkami gdy zawierają one więcej niż jedną osobę (rekord danych). Przeciąganie plików .vcf na okno Outlooka pozwala na otwarcie adresów, nie zostają automatem zaimportowane (!). Jedynym sposobem jest wykonanie zadania ręcznie, pojedynczo! Kto ma na to czas? Bill Gates?
Zamieniłem — wykorzystując do tego Excel’a — plik z wizytówkami na wersję CSV (plik rozdzielany przecinkami). Ten format okazał się odpowiedni dla Outlooka. Ucieszony podpiąłem telefon ale niezawodny Microsoft wpadł na diabelski pomysł: książka adresowa powstała poprzez import z CSV nie chce się synchronizować. Błąd i już. Próbowaliśmy kilka razy — ręcznie dodane adresy w porządku, importowane mowy nie ma.
W akcie desperacji wyeksportowałem, przy pomocy maka i Automatora, odrębne wizytówki dla wszystkich osób. Jedyne co działa w tej chwili i daje nadzieję na przyszłość, to zaznaczenie całego katalogu z wizytówkami i przesłanie ich razem poprzez Bluetooth z maka na Samsunga. Niestety system WM6 wymaga każdorazowej akceptacji wizytówki — czyli 500 kliknięć, o ile nic się nie wywali po drodze. Na maku to i tak mamy lepiej, pod Vistą przesyłanie przez BT zezwala na wybranie jednego pliku i ani bajta więcej!
Przyznaję, wyczerpały mi się pomysły na szybkie i łatwe (i darmowe!) zakończenie zadania. W Sieci znajduję dość zamotane receptury, niektóre sprawdziłem ale nie ma pozytywnych rezultatów. Widziałem płatne oprogramowanie — szkoda mi pieniędzy. Może ktoś z was przerabiał podobną ścieżkę i wie już jak szybko przenieść kontakty z komputera (lub innego telefonu) do Samsunga Omnia lub — szerzej — do książki adresowej systemu Windows Mobile 6?
Nie próbowałem jeszcze pokonać tematu przy wykorzystaniu Windows 7 lub XP — być może głównym winowajcą zamieszania jest Vista?
Palm Pre — dobrze jest czy źle?
Od kilku dni po Sieci krąży raport mówiący o wynikach sprzedaży najnowszych produktów Palma mniejszych od oczekiwań. Naturalnie do pracy wzięli się różnego rodzaju (i jakości) komentatorzy technologiczni i biznesowi. Każdy z nich analizuje sytuację i stara się wyciągnąć swoje wnioski. Nie chcę udawać, że mam na ten temat szczególnie wybitne swoje zdanie, sądzę że za wcześnie jednak na zamykanie Pre w trumnie. Jeśli chcecie przeczytać coś więcej na ten temat, ewentualnie rozpocząć dyskusję, rzućcie okiem na wpis na stronie poświęconej między innymi Pre.
DoF w fajnej oprawie na iPodzie
Trafiłem na promocję programu, który jakiś czas temu wygrzebałem. Wtedy nie chciałem wydawać pieniędzy, dzisiaj jest za darmo. Xposure to program dla świadomych fotografów. Zawiera przede wszystkim kalkulator do obliczania głębi ostrości, ale także mały zbiór predefiniowanych sytuacji zdjęciowych wraz z podpowiedziami parametrów ekspozycji.
Ponieważ program trafił w niepowołane ręce, w opiniach użytkowników pojawiła się informacja o zablokowaniu ISO na wartości 100. Jest to bzdura, tak to jest jak niektórzy przecenią własną znajomość tematu. Faktycznie, w oknie domyślnie zablokowano ISO. Po kliknięciu i zablokowaniu jednej z pozostałych zmiennych, wartość ISO można dostosować do własnych potrzeb.
Posiadacze iPhone’a będą mieli do dyspozycji kilka dodatkowych funkcji, niedostępnych na iPodzie — brak kamerki.
Aktualizacja obsługi RAW
Posiadacze kamer z listy poniżej będą mogli cieszyć się od dzisiaj obsługą zdjęć z tych aparatów w programach iPhoto’09 oraz Aperture 3. Na stronach z aktualizacjami pojawiła się paczka z definicjami plików RAW:
- Hasselblad H3DII-50
- Leica M9
- Leica X1
- Olympus E-P1
- Olympus E-P2
- Panasonic Lumix DMC-GF1
- Pentax K-7
- Pentax K-x
- Sony Alpha DSLR-A500
- Sony Alpha DSLR-A550
- Sony Alpha DSLR-A850.
Aperture 3.0.1
Długo czekać nie trzeba było — 30MB paczka aktualizacji do Aperture. Z opisu wynika że poprawiono kilka irytujących ludzi elementów. Czy aby na pewno? Przekonamy się podczas testów, czyli jak użytkownicy „z problemami” zgłoszą swoje uwagi. Paczka ma ochotę — a przynajmniej teraz tak to wygląda — na instalację na pełnej wersji Aperture, nie na trialu. Być może nowa wersja testowa oferowana na stronach Apple będzie wkrótce podmieniona na nową.
[aktualizacja] Odrobina kombinowania i wszystko jasne. Użytkownicy wersji testowej powinni ponownie pobrać trial ze stron Apple i rozpocząć instalację. W jej wyniku dostaniecie Aperture 3.0.1 i dalej biegnący licznik zegara okresu testowego.
Lista poprawek i ich zakres robi wrażenie — dotknięto bodaj większości kłopotów o jakich słyszałem:
- aktualizowanie bibliotek ze starszych wersji — to ogólnikowe stwierdzenie może w sobie kryć zarówno bardzo wiele zmian, jak i kilka drobiazgów, na dobrą sprawę nie wiem jak to zweryfikować;
- importowanie bibliotek z programu iPhoto;
- importowanie zdjęć bezpośrednio z aparatów cyfrowych;
- wykorzystanie pamięci podczas przetwarzania zdjęć z dużą ilością naniesionych retuszy;
- proces rozpoznawania twarzy;
- dodawanie nierozpoznanych twarzy za pomocą dedykowanego przycisku;
- drukowanie stron zawierających wiele zdjęć;
- drukowanie zdjęć i „stykówek1″ z ramkami i metadanymi;
- edycja zdjęć przy pomocy zewnętrznych programów;
- wyświetlanie zdjęć ze zmianami naniesionymi przy pomocy narzędzi Definition oraz Straighten;
- przybliżanie zdjęć w podglądzie (Viewer) i lupie (Loupe) za pomocą klawiatury;
- dostęp do bibliotek Aperture na dyskach sieciowych;
- wybieranie i przesuwanie szpilek na mapie (w Places);
- dodawanie i edycja własnych miejsc w oknie Manage My Places;
- przełączanie między zdjęciami bazowymi podczas pracy w trybie obsługi kombinacji RAW+JPEG.
Moim zdaniem tak długa lista poprawek świadczy o dobrym przygotowaniu zespołu programistów do walki błędami. Czyli spodziewali się uchybień w tych miejscach, potrzebowali jedynie potwierdzenia na możliwie dużej próbie testowej. Najłatwiej ją uzyskać oferując produkt użytkownikom końcowym. Tu potwierdza się stara prawda o królikach doświadczalnych, którymi stajemy się zawsze gdy lecimy sprawdzić jak działają nowości.
Jest wielce prawdopodobne, że osoby które wytrzymały do dnia dzisiejszego z aktualizowaniem Aperture 2, nie będą miały nawet szansy na natknięcie się na problemy nagłaśniane przez fotografów w ciągu ostatniego tygodnia czy dwóch. Oby tak się stało, wszak nie każdy fotograf ma ochotę być informatykiem i użerać się z tajemniczymi kłopotami.
- w labach mówi się teraz na to indeks — seria małych zdjęć umieszczonych na jednej kartce, ułatwia orientację i znalezienie właściwego ujęcia; ↩
Aperture i format zewnętrznych dysków — ważne!
Jestem w trakcie udzielania pomocy dwóm osobom, które zwróciły się do mnie z prośbą o pilotowanie ich procesu przejścia na Aperture 3 ze starszej wersji programu. Gdy zakończymy pracę, postaram się opisać w prostych słowach poszczególne etapy procedury, tak aby każdy mógł samodzielnie dokonać aktualizacji.
Sądzę że proces będzie bezbolesny, z pewnością jednak potrwa nieco dłużej niż zakładaliście. Na plus swojego rozwiązania powiem tylko, że przeprowadziłem w ten sposób w sumie sześć osób na „drugą stronę rzeki”. Z tego co wiem w żadnym przypadku nie pojawiły się efekty uboczne, nikt nie narzeka.
Niestety wiele osób zmienia program wgrywając po prostu A3 na dysk i dokonując natychmiast importu starych bibliotek. W efekcie mogą pojawić się — sądząc po forach i wypowiedziach, pojawiają się — poważne problemy.
Zanim opublikuję opis „swojego” sposobu, jedna uwaga: nie używajcie do przechowywania zdjęć z Aperture 2 lub 3 dysków zewnętrznych sformatowanych jako FAT32! Jest to niezalecane, pojawiły się doniesienia o utracie zdjęć podczas procesu aktualizacji baz Aperture znajdujących się na dyskach FAT32. Program teoretycznie rozpoczyna konwersję bazy, niestety kończy się ona komunikatami o błędach. Wszystkie dyski zewnętrzne używane do tego celu powinny być w formacie Mac OS Extended (domyślny dla systemu)!
Nowe centrum danych Apple
Wiadomość niezbyt wysokiej rangi, w sam raz na przerywnik w nocnym posiedzeniu nad herbatą malinową i termometrem. Pewni śmiałkowie postanowili rzucić wyzwanie losowi i wybrali się na przelot wokół powstającego właśnie centrum danych Apple. Pomieszczenia takie fachowcy określają pieszczotliwie mianem serwerowni. Jest tam pełno kolorowych lampek, kabli i zimnego powietrza (do chłodzenia tysięcy dysków i procesorów). Z góry właściwie niewiele widać poza rozmiarem inwestycji. Bez wątpienia tego rodzaju obrazki przemawiają do wyobraźni lepiej niż suche cyferki z prezentacji. Jak myślicie co znajdzie się na serwerach tam zgromadzonych? Cały AppStore plus nadchodząca księgarnia Apple?
Podziwiać należy odwagę pilota i pasażera z kamerą — wokół obiektu mogły stać baterie iRakiet przeznaczone dla wścibskich oczu;)
Dość jednak żartów, wbrew pozorom sprawa jest poważna, bo dotyczy przyszłych planów firmy. Budowany obiekt ma powierzchnię prawie 46500 metrów kwadratowych (500000 stóp kwadratowych według różnych źródeł). Taka skala jest wyjątkowa, nawet jak na USA. Inne centra danych zamykają się na ponad połowę mniejszej powierzchni. Przykładowo „serwerownia” Apple w Kalifornii ma 1/5 tej powierzchni. Według specjalistów będzie to jeden z niewielu takich kompleksów na świecie. Większą budowlę ma na dziś chyba tylko Microsoft: 700000 stóp kwadratowych.
Za bardziej miarodajny parametr oceny wielkości centrum danych przyjęło się ilość zarządzanych w nim serwerów. Niestety z uzyskaniem tych informacji nie zawsze jest łatwo — czasem firmy podają je w swoich materiałach, czasem trzeba szacować. Gdy tylko znajdę coś na ten temat w kontekście Apple, od razu dam znać. W ramach ciekawostki kilka liczb i nazw firm, które w jakiś sposób powinniście kojarzyć (chodzi oczywiście o ogólną liczbę serwerów, mogą być umieszczone w kilku miejscach):
- Wikipedia — około 300 serwerów;
- CERN — około 8000 maszyn, jak wieść gminna niesie, miewają nowinki techniczne zanim pojawią się one oficjalnie na rynku;
- Akamai (firma z której serwerów wszyscy korzystamy — świadczą usługi m.in. Apple i Microsoftowi) — 48000 serwerów;
- Facebook — 30000 serwerów;
- Intel — 100000 serwerów;
- Google — nie ujawnia danych, szacuje się że mieli w zeszłym roku 500000 – 600000 serwerów;
- Nasza Klasa — firma korzysta (podobnie jak np. Allegro) z usług Beyond.pl, a oni podają że NK wykorzystuje 2848 rdzeni procesorów, można to sobie podzielić na różne konfiguracje (1-, 2-, 4-rdzeniowe…);
- Onet.pl — firma uruchomiła we wrześniu ubiegłego roku własną serwerownię na 3500 metrach; może pomieścić 5000 serwerów;
- Home.pl — czyli między innymi miejsce przechowywania tego bloga, to 500 platform serwerowych (jak rozumieć to określenie?);
Siłą rzeczy natychmiast pojawiają się spekulacje po co taki kolos Jobsowi i reszcie? Prym wiodą tematy związane z tzw. cloud computing. Są to usługi typu Mobile Me: nasz komputer służy właściwie jako konsola, wszelkie operacje na danych odbywają się „gdzieś w chmurach”. Czyli pod dachem jednego z takich centrów.
Jedyne co wiadomo na pewno, to powody dla których nowe centrum powstaje tak daleko od Coupertino: w Kalifornii jest sporo droższa energia elektryczna. Po prostu rachunki za prąd będą znacznie niższe.
Wycieczka po centrum danych Google.
Łodzianom przypominam o spotkaniu z EIZO
[Aktualizacja] Błędny wpis w kalendarzu publikacji spowodował pojawienie się tej informacji po fakcie:(
Przepraszam, postaram się bardziej uważać w przyszłości.
[/Aktualizacja]
Mieszkańcom mojego miasta oraz osobom które będą jutro w okolicach Manufaktury, przypominam o akcji „Eizo Expert Day”. W iSpocie na terenie Manufaktury odbędzie się seminarium na temat produktów tej firmy:
Podczas seminarium zaprezentowane zostaną najnowsze modele z oferty producenta: FlexScan S2243W, FlexScan EV2333W oraz monitor do profesjonalnych zastosowań graficznych CG222. Przedstawiciel firmy EIZO omówi zagadnienia dotyczące konstrukcji monitorów oraz obrazowania. Wyjaśni również, dlaczego rozwiązania tego producenta są tak wyjątkowe i niepowtarzalne, a marka EIZO jednoznacznie kojarzona jest z najwyższą jakością i precyzją.
Prezentacje odbędą się w następujących godzinach: 10:30, 12:30, 14:30. W godzinach 16:00 – 17:00 zapraszamy na konsultacje indywidualne.
Oprócz części typowo teoretycznej, postaramy się przedstawić „na żywo” proces kalibracji monitorów i zademonstrować, jak odpowiednie kalibrowanie wpływa na zgodność obrazu prezentowanego na ekranie monitora z wydrukiem.
Poniżej ramowy program prezentacji:
1. Firma Eizo Nano Corporation
2. Budowa monitora LCD
3. Elektronika w monitorach Eizo
4. Przestrzenie odwzorowania koloru: RGB, CMYK, AdobeRGB – zgodność z wydrukiem
5. Magia cyfr a rzeczywistość: czas reakcji, kontrast, jasność panelu
6. Eizo – jakość obrazu: warsztaty, (kalibracja, porównanie jakości obrazu z innymi monitorami)
Bardzo chciałem wziąć udział w tym spotkaniu, niestety choroba ani myśli odpuszczać — wtorek spędzam w domu. Z dużym prawdopodobieństwem mogę napisać, że o wrażeniach z prezentacji przeczytacie u MacKozera.
Zostałem wyróżniony tytułem MacUser’a tygodnia
Autor bloga MacKozer.pl zrobił mi niespodziankę zapraszając do udziału w jego cyklu MacUser tygodnia. Nie chcę wyjść na samochwałę i narcyza, ale nie mam co czarować — propozycja była miłym akcentem minionego tygodnia, zatem dziękuję. Od wczoraj wpis na temat mojej skromnej (ha ha ha!) osoby możecie przeczytać tutaj.





