Mamy 2014 rok

Oby był przy­naj­mniej tak do­bry jak mi­niony, pe­łen po­zy­tyw­nych wra­żeń, w miarę bez­pro­ble­mowy za­równo pod wzglę­dem zdro­wot­nym jak i za­wo­do­wym. Czego wam i so­bie życzymy.

Mi­niony rok mie­li­śmy cał­kiem ak­tywny, je­śli wziąć pod uwagę ilość wol­nego czasu prze­zna­czo­nego na wy­jazdy „w nie­znane”. Kosz­to­wym re­kor­dzi­stą po­zo­sta­nie na ra­zie Bu­da­peszt — bi­lety lot­ni­cze za 2zł oraz wy­na­ję­cie po­koju za 17zł/osobę/noc ciężko bę­dzie prze­li­cy­to­wać. W pa­mięci mam rów­nież wy­pad do lon­dyń­skich mu­zeów, nie­sa­mo­wi­cie zor­ga­ni­zo­wany trans­port pu­bliczny w Wied­niu, mo­to­cy­klowe wy­pady w Pol­skę.… Gdy pa­trzę wstecz sam nie wiem jak udało się to wszystko wpleść w co­dzienne obo­wiązki. Nieco go­rzej wy­gląda sprawa two­rze­nia bie­żą­cych re­la­cji ze wszyst­kich wy­jaz­dów. Jest to kwe­stia z pew­no­ścią wy­ma­ga­jąca poprawy.

Smaczne odkrycie

Ko­rzy­sta­jąc ze sprzy­ja­ją­cej po­gody wy­bra­li­śmy się po śnia­da­niu na spa­cer brze­giem w kie­runku la­tarni Ro­ze­wie. Za­nim ze­szli­śmy na brzeg skrę­ci­li­śmy na chwilę do obe­li­sku wy­zna­cza­ją­cego naj­da­lej na pół­noc wy­su­nięty skra­wek Pol­ski. Niby ba­nalne „osią­gnię­cie” tu­ry­styczne ale nie każdy w tym miej­scu był czy bę­dzie. Nie­stety do­tarli tu wcze­śniej wi­docz­nie bar­dzo zmę­czeni lu­dzie któ­rzy mieli siły opróż­nić kilka bu­te­lek zło­tego trunku ale nie do­dał im on ener­gii do za­bra­nia ich do ko­sza na śmieci…

Zro­bi­li­śmy tro­chę zdjęć, spę­dzi­li­śmy miło czas, zmę­czy­li­śmy się i zgłod­nie­li­śmy. Jesz­cze w trak­cie śnia­da­nia rzu­ci­li­śmy okiem na po­le­cane w ser­wi­sie Gastronauci.pl lo­kalne ja­dło­daj­nie. Bio­rąc jed­nak pod uwagę jaką mamy porę roku, uzna­li­śmy że nie ma sensu cho­dze­nie od ad­resu do ad­resu aby prze­ko­nać się co jest czynne w grudniu.

Wra­ca­jąc z Ro­ze­wia za­uwa­ży­li­śmy re­klamę re­stau­ra­cji w ho­telu Fa­leza o któ­rej wspo­mi­nano na Ga­stro­nau­tach. Uzna­li­śmy że nie ma co wra­cać do pra­wie pu­stego cen­trum Ja­strzę­biej Góry, da­li­śmy szansę lo­ka­lowi po­ło­żo­nemu nie­mal nad skra­jem klifu. Z pół­noc­nych po­koi tego ho­telu musi roz­cią­gać się nie­sa­mo­wity wi­dok na Bałtyk…

Oka­zało się, że był to ku­li­narny strzał w dzie­siątkę. Ho­te­lowa re­stau­ra­cja ofe­ruje bo­gate menu na każdy ro­dzaj głodu, a spraw­dzone przez na­sze pod­nie­bie­nia da­nia oka­zały się bar­dzo do­bre, a ob­sługa po­mocna. Z pew­no­ścią bę­dziemy tu­taj wra­cali, tym bar­dziej że nie jest da­leko od na­szego hoteliku.

Póź­nym po­po­łu­dniem po­szli­śmy do ho­telu Pri­ma­vera znaj­du­ją­cego się przy wjeź­dzie do Ja­strzę­biej Góry aby spraw­dzić ile jest wart re­kla­mo­wany kom­pleks ba­se­nów. Nie prze­pa­dam za obiek­tami chlo­ru­ją­cymi wodę w ilo­ściach zde­cy­do­wa­nie hur­to­wych, mimo to ką­piel i kilka chwil w sau­nach su­chej i mo­krej do­brze nam zrobiła.

20131231-003107.jpg

20131231-005217.jpg

20131231-005238.jpg

20131231-005255.jpg

Jastrzębia Góra po sezonie

Po cał­kiem wy­god­nej i dość szyb­kiej po­dróży Pol­skim Bu­sem, trój­miej­ską SKM-ką oraz lo­kal­nym bu­sem do­tar­li­śmy do Ja­strzę­biej Góry. Miej­sco­wo­ści (bę­dą­cej for­mal­nie dziel­nicą Wła­dy­sła­wowa) która ist­nieje dzięki od­wie­dza­ją­cym ją go­ściom. Nie­mal każdy bu­dy­nek jest po­wią­zany w ten czy inny spo­sób z tu­ry­styką. Na każ­dej ulicy są ho­tele, ho­te­liki, domy wcza­sowe, skle­piki, bary i knajpki… Jak się mo­że­cie do­my­ślać zna­ko­mita więk­szość z nich jest sezonowa.

Gdy wy­bra­li­śmy się na spa­cer, za­raz po zo­sta­wie­niu ba­gażu, zna­le­zie­nie czyn­nego sklepu spo­żyw­czego oka­zało się wy­zwa­niem. Wzbu­dziło to lekki nie­po­kój co do re­al­no­ści na­szych pla­nów wy­po­czyn­ko­wych ale nie było tak źle — wśród za­bi­tych de­skami bu­dek, za­su­nię­tych krat i zga­szo­nych świa­teł zna­leź­li­śmy dwa otwarte skle­piki i trzy restauracje.

Na ko­la­cję wy­bra­li­śmy Bar Mor­ski po­ło­żony w cen­trum, tuż przy miej­sco­wej pro­me­na­dzie, który za­ofe­ro­wał nam cał­kiem do­bre ryby w cał­kiem wy­so­kiej ce­nie i wy­godne miej­sce do zła­pa­nia od­de­chu po po­dróży. Cho­ciaż ciemno już się zro­biło, a pas na­brzeża oka­zał się cał­kiem we wła­da­niu nocy, wy­po­sa­żeni prze­zor­nie w la­tarki ze­szli­śmy na plażę. Oka­zało się, że nie tyle bez­miar wód bę­dzie cie­szył na­sze oczy, co roz­gwież­dżone niebo nad nami. Nie był to wi­dok jak na pu­styni ale i tak je­den z lep­szych ja­kie mia­łem oka­zje po­dzi­wiać z te­renu Polski.

Zde­cy­do­wa­nym plu­sem tej pory roku jest ci­sza, spo­kój i brak tłu­mów lu­dzi. Wła­ści­wie to lu­dzi spo­ty­ka­li­śmy spo­ra­dycz­nie i tak naj­le­piej wypoczywam.

20131227-095703.jpg

Rok zamkniemy na północy

Za kilka dni tak „lu­biana” przeze mnie data i zwią­zane z nią obo­wiąz­kowe im­pre­zo­wa­nie. Ucie­kamy przed tym wszyst­kim na pół­noc, chcemy od­po­cząć i prze­kro­czyć sym­bo­liczną datę w moż­li­wie ci­chym i spo­koj­nym miej­scu. Czy nam się to uda?

Od czasu mo­jego sa­mot­nego wy­jazdu na Sa­harę w po­dob­nym okre­sie mi­nęło już kilka lat, czas ucieka jak pu­stynny pia­sek mię­dzy pal­cami. Jed­nak pa­mięć o at­mos­fe­rze tam­tego Syl­we­stra, który w ni­czym „nor­mal­nego” nie przy­po­mi­nał, setki ki­lo­me­trów od naj­bliż­szych osad, pod okiem mi­liar­dów gwiazd pa­trzą­cych z góry, w ab­so­lut­nej, ota­cza­ją­cej ze­wsząd ci­szy… Bar­dzo chciał­bym tam jesz­cze kie­dyś wró­cić, po­ka­zać Mag­dzie wszech­świat w je­dyny do­stępny nam w tej chwili sposób.

Tym ra­zem jed­nak wy­bra­li­śmy nieco bliż­sze re­giony, mam też pewne wąt­pli­wo­ści co do ocze­ki­wa­nej ci­szy ale jakby nie było, za­wsze to mniej dzi­kich wrza­sków ofiar nie­uda­nych, pi­ro­tech­nicz­nych za­baw niż na łódz­kich osiedlach.

20130717-211954.jpg

Jednak Bieszczady zamiast okolic Przemyśla

Miała być szosa 28, spa­nie pod Prze­my­ślem ale tak za­krę­ci­łem się w od­no­gach dróg, że wy­lą­do­wa­łem na kwa­te­rze pry­wat­nej nie­da­leko Kro­ścienka i Ukra­iń­skiej gra­nicy — mapa jest po­ni­żej. Mia­łem je­chać do „spe­cjal­nego” miej­sca noc­le­go­wego dla mo­to­cy­kli­stów w Biesz­cza­dach ale nie uwa­żam za sto­sowne wo­łać czte­ro­krot­nie więk­szą stawkę za noc tylko z ra­cji słowa „mo­to­cykl” w na­zwie. Po­ma­cham im ju­tro z da­leka mi­ja­jąc miej­sco­wość Czarna.

Dzień mogę uznać za udany, mo­to­cykl spi­suje się do­brze, a po trzech tan­ko­wa­niach spa­la­nie wy­cho­dzi około 2,5l/100km. Za­tem można jeź­dzić bez stresu — nie czuć wy­sy­sa­nia fun­du­szy z port­fela. Od wy­jazdu z Ło­dzi zro­bi­łem pra­wie 600km, czuję je w rę­kach i w … siedzeniu.

Do­dat­kowo coś jest nie tak z za­pię­ciem od ka­sku albo moją jego ob­sługą, po­draż­niło mi szyję, wy­glą­dam jak od­cięty wi­sie­lec, będę mu­siał cho­dzić z apaszką mię­dzy ludźmi żeby nie ucie­kali. Może za­łożę ją do jazdy?

Co ju­tro? Na pewno duża pę­tla w Biesz­cza­dach, czyli od Ustrzyk Dol­nych do Ustrzyk Gór­nych, Ci­snej i Ko­mań­czy. Na ra­zie wię­cej nie pla­nuję, po­sta­ram się zro­bić wię­cej fo­tek i czę­ściej sta­wać, zo­ba­czymy też jak po­goda. W końcu to Biesz­czady, może mnie zaskoczyć.

20130717-154835.jpg

Obiad w lesie

Dzi­siaj jest tak ład­nie, a oko­lica na tyle in­te­re­su­jąca, że od­pu­ści­łem szu­ka­nie knajp. Za­trzy­ma­łem się w Pusz­czy San­do­mier­skiej na wy­zna­czo­nym pod bi­waki miej­scu (żeby nie było, że na dziko) i przy­go­to­wa­łem obiad z rze­czy za­bra­nych z domu. Wy­le­ciało mi tylko z głowy, że mamy se­zon na ko­mary więc po­stoju nie prze­dłu­żam. Po­wi­nie­nem dzi­siaj do­trzeć w oko­lice Prze­my­śla lub Sa­noka i tam będę szu­kał noc­legu. Ju­tro rano chcę za­cząć dzień od drogi nu­mer 28 — po­le­ca­nej przez pod­kar­pac­kich i nie tylko mo­to­cy­kli­stów z ra­cji ilo­ści za­krę­tów i ład­nych wi­do­ków. A może jesz­cze dzi­siaj tam pod­sko­czę? Zo­ba­czymy jak bę­dzie się je­chało i o któ­rej do­trę w tamte okolice.

Po­ni­żej mapka z miej­scem obia­do­wego po­stoju, a jesz­cze ni­żej zdję­cia. Spe­cjal­nie szu­ka­łem promu do prze­kro­cze­nia Wi­sły i jak wi­dzi­cie udało się. Po­sta­ram się zwięk­szyć ilość ro­bio­nych zdjęć w ko­lej­nych dniach. W szcze­rym polu, pod Pa­ko­sła­wiem stoi obe­lisk upa­mięt­nia­jącą le­gio­ni­stów po­le­głych w 1915 roku. To dla ta­kich zna­le­zisk wy­bie­ram boczne drogi. Za­raz za nim wi­dać do­mek pe­łen uli, na szczę­ście psz­czoły były za­jęte pracą, nie zwra­cały na mnie uwagi.

20130717-154820.jpg

20130717-154853.jpg

Dalej na wschód

Wie­czo­rem spo­tka­łem parę z Fin­lan­dii która wraca do domu po wy­pa­dzie mo­to­cy­klo­wym na po­łu­dnie Eu­ropy. Spę­dzi­li­śmy ra­zem czas na ko­la­cji i tro­chę po niej oglą­da­jąc zdję­cia, po­mo­głem im za­pla­no­wać dal­szą drogę z uwzględ­nie­niem co cie­kaw­szych miejsc na tra­sie z War­szawy do gra­nicy. Mam za­pro­sze­nie na do­roczne spo­tka­nie mo­to­cy­kli­stów które w tym roku było w… Byd­gosz­czy, a za rok od­bę­dzie się w Tam­pere — ich ro­dzin­nym mieście.

Na ra­zie jed­nak mu­szę się ze­brać aby ru­szyć po śnia­da­niu w drogę. Plan na dziś jest zbli­żony mniej wię­cej do wczo­raj­szego. Będę prze­miesz­czał się na oko w kie­runku Prze­my­śla, zo­ba­czymy ile trasy uda się po­ko­nać. Po­goda za­po­wiada się do­brze — sło­necz­nie ale nie za ciepło.

Skarżysko Kamienna — pierwszy nocleg

Przed 20 za­wi­ną­łem do przy­stani którą dzi­siaj jest ho­tel po­ło­żony przy ru­chli­wej tra­sie. Za późno za­bra­łem się do szu­ka­nia miej­sca na noc­leg, trzeba było naj­pierw wy­brać sen­sow­niej­szy re­jon pod wzglę­dem obec­no­ści na przy­kład agro­tu­ry­styki, a po­tem szu­kać do­jazdu. Zro­bi­łem od­wrot­nie i gdy na­de­szła pora noc­legu oka­zało się, że w oko­licy nie ma nic poza kil­koma ho­te­lami. Zmę­cze­nie pod­po­wie­działo roz­sądne roz­wią­za­nie — nie ma co szu­kać da­lej, warto przed zmro­kiem mieć dach nad głową.

Miej­sca nie ma co opi­sy­wać, czy­sto, schlud­nie i pełno osób bę­dą­cych w pracy: przed­sta­wi­cieli han­dlo­wych, kie­row­ców cię­ża­ró­wek. Szkoda, że nie wrzu­ci­łem do ba­gażu ką­pie­ló­wek — jest ba­sen. Trzeba bę­dzie pa­mię­tać o nich przy pla­no­wa­niu ko­lej­nego wyjazdu.

20130716-140732.jpg

Ruszam przed siebie

Po­cząt­kowy plan wy­jazdu po­szedł do ko­sza, może in­nym ra­zem po­goda bę­dzie bar­dziej sprzy­jała. Zde­cy­do­wa­łem się na wy­cieczkę na oko i przed sie­bie. Na ra­zie za­plą­ta­łem się gdzieś pod Zduń­ską Wolą. Na po­stoju wy­pa­trzy­łem nie­wielką miej­sco­wość za Piotr­ko­wem Try­bu­nal­skim — Ręczno pod Przed­bu­rzem i tam się będę kie­ro­wał. Po­goda ładna, po pierw­szej go­dzi­nie jazdy od­pusz­czam czer­wone drogi, chcę żywy i cały wró­cić do domu, a dla TIRa taki mały mo­to­cy­kli­sta naj­wy­raź­niej aż się prosi aby go we­pchnąć na po­bo­cze obo­jęt­nie czy jadę środ­kiem czy bo­kiem, je­stem za wolny, a trzy­mam się prze­pi­sów jak dziecko spód­nicy. Pew­nie to jest moja wada. Trudno, niech inni pę­dzą, ja się nie spieszę.

Dzięki temu od­kry­wam śliczne drogi z gład­kim as­fal­tem i mi­ni­malną ilo­ścią ruchu.